poniedziałek, 14 lipca 2014

Gdzie zjeść w Krakowie? Część 1. Lody


Od tygodnia jestem już w domu. Mimo że bardzo lubię Łódź, za Krakowem na pewno będę tęsknić. Między innymi za wspaniałymi lodziarniami! Sama chciałabym kiedyś jakąś założyć, ale na razie muszę ograniczyć się do kupowania lodów u konkurencji;) Ostatnio podjęłam się odpowiedzialnej misji przetestowania mojego ulubionego deseru w wielu miejscach, by móc przygotować ten mały poradnik. Zacznę od niedawno otwartej lodziarni Pistacchio (przy ul. Warszauera 3 na Kazimierzu), która wydaje mi się najlepsza w Krakowie. Bezpośrednio obok znajduje się też inna lodziarnia, o której napiszę dalej, dlatego niepotrzebnie tworzy się rywalizacja między nimi;) Wydaje mi się, że ta jest chyba mniej popularna, ale powinno się to zmienić, bo na pewno na to zasługuje. Niestety zdążyłam spróbować tam niewielu smaków, ale różnorodnych - m.in. pistacjowych (cudownych, bardzo wyrazistych), nutellowych i czekoladowych (również wyjątkowo smacznych) czy o smaku czarnej porzeczki (idealnych - bardzo owocowych). Również konsystencji nie można mieć nic do zarzucenia. Właścicielem jest sympatyczny Włoch (na powyższym zdjęciu), który przygotowuje lody z najlepszych składników. Serdecznie polecam to miejsce!
Z kolei bardzo znana jest lodziarnia Katanè (ul. Sławkowska 19). Podobno po uzyskaniu naprawdę dużej popularności trochę się pogorszyła, ale ja nie mam porównania. Mnie tamtejsze lody bardzo smakowały, a przynajmniej mogę stwierdzić, że żaden smak nie okazał się szczególnie nieudany. Najbardziej odpowiadały mi zabaione, cassata siciliana, pistacjowe z cytryną, amaretto z mandarynką, cytrynowe. Kolejki bywają tam bardzo długie, więc taka liczba ludzi chyba się nie myli;) Lody są naprawdę dobre, szczególnie wymienione smaki (choć możecie akurat na nie nie trafić, bo ciągle się zmieniają), ale inne też nie powinny Was zawieść.


Trudno było mi się zdecydować, gdzie są najlepsze według mnie lody. Jednym z poważnych kandydatów, który ostatecznie wylądował na podium, ale nie wiem, czy na drugim czy trzecim miejscu (chyba jednak drugim, przed Katanè), jest Tiffany (pl. Szczepański 7). Na powyższych dwóch zdjęciach widać tamtejsze propozycje. Szczególnie znane są lody o smaku perskiego szafranu, ale mnie one akurat nie przypadły do gustu. Były trochę bez smaku - tzn. smak był, szafranowy, ale według mnie niepasujący do lodów, w dodatku za mało słodkich, a właściwie prawie w ogóle niesłodkich. Ale widoczne obok nich w rożku czekoladowe... Przepyszne. Kremowe, gęste i bardzo wyraziste. Podobnie lody o smaku masła orzechowego, pistacji i słonecznika (!). Oprócz tego lekko słone, co idealnie podkreśliło ich smak. Ciekawe są również różane. Z kolei owocowe nie są tak powalające, ale nie dotyczy to truskawkowych. Po prostu to w sezonie owoce są najlepsze, dlatego te lody okazały się tak udane. Bardzo wyraziste i, można powiedzieć, soczyste. Jeśli będziecie w Krakowie, musicie się tam wybrać.
Już poza podium uplasowały się lody z Coca (to te obok Pistacchio). Tam za małą porcję (dwa smaki) zapłacimy 2 zł, a za dużą - 4! Przy płaceniu myślałam, że coś źle usłyszałam, bo mała porcja wcale taka mała nie jest. Ceny są naprawdę konkurencyjne, ale trochę gorzej jest ze smakiem. Bardzo udane są cytrynowe, fistaszki w karmelu, ale np. biały nugat po prostu dość mdły i za słodki, a marakuja - bez smaku. Nie spróbowałam tam jednak za wielu rodzajów, więc dalsze przetestowanie pozostawiam Wam:) Ciekawie zapowiadają się np. cynamonowe czy granita migdałowa. (zdjęcie poniżej)
Będąc w Galerii Krakowskiej, nie mogłam odmówić sobie spróbowania lodów z lodziarni 4D, choć początkowo byłam dość nieufna w stosunku do nich. Okazały się naprawdę niezłe, szczególnie te o nazwie Mozart (czekoladowe z pistacjami i kawałkami czekoladek Mozartkugeln lub podobnych), cytrynowe, orzech laskowy i dolcelatte (z orzechami laskowymi w karmelu). Na drugim zdjęciu poniżej widać cookies, bounty i czerwona porzeczka, pycha! Pewnie lody z 4D nie są w pełni "naturalne" itp., ale pewnie gdzie indziej też nie jest pod tym względem idealnie, więc warto tam iść, by wybrać swoje ulubione spośród wielu smaków. Wielki minus to niestety obsługa - bywa, że jest wyjątkowo niemiła i zachowuje się, jakby klient był jakimś natrętem.
Następne miejsce to Cukiernia Wadowice na ul. Grodzkiej. Przechodząc tą ulicą, zauważyłam nowe miejsce, a w nim - lody o smaku kremówki papieskiej. Zaciekawiona, zdecydowałam się na nie i na pistacjowe. Okazały się naprawdę udane - polecam. Na tej samej ulicy niezłe są również lody w lodziarni Pelo. Spróbowałam jogurtowych i o smaku owoców leśnych. Oba rodzaje przypadły mi do gustu. Nie wiem, jak inne smaki, ale mam wrażenie, że to niepozorne miejsce może pozytywnie zaskoczyć.


Przez pół roku w Krakowie miałam trochę czasu na odwiedzenie wielu lodziarni, niektórych kilkukrotnie. Tak było np. w przypadku tej o nazwie Donizetti (ul. św. Marka 23) prowadzonej przez Włocha, jak mniemam, o takim właśnie nazwisku. Na początku nie byłam do końca przekonana, ale właściwie przede wszystkim do lodów owocowych (konkretnie ananasowych, które były naprawdę mdłe), dlatego następnym razem wybrałam pistacjowe, czekoladowe i kokosowe. I te smaki mnie powaliły, dlatego po dłuższym czasie chętnie tam wróciłam, pamiętając, by postawić na smaki nieowocowe. No może poza agrestowymi;) Bardzo lubię agrest, dlatego zaryzykowałam i się zawiodłam, ale może po prostu nie pasuje on do lodów. Nawet orzech ziemny nie przypadł mi do gustu, podobnie crema della nonna. Miałam wrażenie, że dodano do nich jakiś sztuczny aromat, który przytłumił resztę, może poza zbyt dużą ilością cukru;) Bardziej polecam natomiast lody z cukierni Consonni (ul. Szpitalna 26). Zwróćcie uwagę na pistacjowe, czekoladowe ze śliwką w koniaku i o smaku solonego karmelu. Mimo że sprzedawane są tam głównie wypieki, sprawa lodów nie została zlekceważona;) Można kupić je też w półlitrowych opakowaniach i zabrać do domu, ale cena nie jest zbyt zachęcająca. Na wieczkach można podejrzeć skład lodów i nie jest on aż tak dobry, by tyle płacić.



Oczywiście nie mogłam nie udać się do słynnej, podobno najlepszej w całym Krakowie, lodziarni na Starowiślnej. Od kilkudziesięciu lat mieszkańcy raczą się tam tradycyjnymi (raczej w polskim, a nie włoskim stylu) lodami i niestraszne im kilkunastometrowe kolejki, więc pewnie darzą to miejsce sentymentem. Ja mogłam być obiektywna, zwłaszcza że wybrałam się tam dwa razy i wypróbowałam kilka smaków lodów (w ogóle jest tam ich bardzo mało, chyba siedem). Wszystkie były dość wodniste i zbyt słodkie. Malinowe były mało malinowe, waniliowe - mało waniliowe, bakaliowe - sztuczne w smaku, a najlepsze okazały się zgodnie z moimi przewidywaniami truskawkowe, na pewno ze względu na sezon na te owoce. Cena to 2,50 zł za gałkę, ale co z tego... Trochę się zawiodłam. (poniższe dwa zdjęcia)
Z ciekawości wybrałam się też do Cupcake Corner na nietypowe lody - dostępne są tam smaki: brownie, karmelizowana marchewka, red velvet, brownie z masłem orzechowym, candy orange, wanilia. Można wybrać jeden rodzaj za 6 zł lub trzy za 10 zł, ja zdecydowałam się na trzy pierwsze z wymienionych. Porcja (widoczna na przedostatnim zdjęciu) okazała się imponującej wielkości. Jakoś dałam radę ją zjeść, ale lody nie powalały, były bardzo słodkie i mało kremowe. Ostatnie dwa miejsca, o których chcę wspomnieć to lodziarnia Gelato na ul. Grodzkiej i cukiernie Słodki Wentzl. Kiedyś przy okazji tam poszłam, ale raczej nie polecam, choć niektóre smaki są całkiem udane, jak ananasowe w Gelato albo cytrynowe w Słodkim Wentzlu. Mam nadzieję, że mój przewodnik po krakowskich lodziarniach okaże się pomocny!

5 komentarzy:

  1. Ale mega wpis! Aż zatęskniłam za Krakowem, może niedługo uda mi się w końcu znowu wyjechać i wtedy przetestuję Twoje miejsca :)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie dosc,że świetny wybór lodów to widzę, że w moim ulubionym wafelku <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie widziałam tak genialnych smaków lodów! Bounty? Kinder Bueno? Kremówki Papieskie? Mozart? Masło Orzechowe?! Ja tam chcę! *.*

    OdpowiedzUsuń
  4. W Krakowie bywam bardzo często z racji zawodowych i dla mnie najlepsze lody są w lodziarni Argasińskich przy ul. św. Jana ,blisko rynku. Są to takie lody jak były kiedyś, przed erą maszyn napuszających i modą na lody bardziej jak krem mrożony niż prawdziwe lody. Wcześniej jadłam je tylko czasem w czasie wizyt w Nowym Sączu bo stamtąd się wywodzą ale od kilku lat są też w Krakowie co bardzo mnie cieszy. Przyznam się ,że zupełnie nie jadam innych lodów poza tymi.
    Nowoczesne lody nie smakują mi. Zapamiętałam smaki dzieciństwa i jakoś nie umiem się przestawić:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Lody jogurtowe w Pistacchio! Przyznam że mam blisko ale po prostu powalają.
    Podoba mi się taki blog :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Wasze komentarze!