środa, 5 lutego 2014

Spółdzielnia (Łódź)


Spółdzielnia to nowe miejsce na kulinarnej mapie Łodzi - kolejne w Off Piotrkowska, co zaczyna się robić trochę nudne, ale to szczegół. Już od lipca właściciele tej restauracji organizują cotygodniowy Eko Targ, w którym miałam okazję wziąć udział, sprzedając swoje wypieki i przetwory. W grudniu przyszedł czas na otwarcie lokalu i jeszcze w tym miesiącu udało mi się go odwiedzić.
Po wejściu rzuca się w oczy wielki neon, widoczny na powyższym zdjęciu. "Spożywczy" to mały kącik z ekologicznymi i nietypowymi produktami, które po dokładniejszym obejrzeniu okazały się niezbyt ciekawe - większość jest dostępnych w lepszych supermarketach, i to w znośniejszej cenie. Może z czasem sklepik się rozwinie, bo na razie nie ma co tam kupić.
Również wystrój jak zwykle mnie nie zachwycił. Wprawdzie mamy tu i przestronne wnętrze, i meble ze skrzynek, i duży wspólny stół na środku, właściwe dla "hipsterskich" lokali, ale według mnie zabrakło jakichś ciekawszych akcentów, może poza intrygująco pomalowaną ścianą, którą możecie zobaczyć na ostatnim zdjęciu.


Z dość ubogiego menu, w którym dominują raczej eksploatowane wszędzie smaki, wybrałam zupę cebulową i łososia w burbonie z puree selerowym i jarmużem. Czas oczekiwania na zamówione dania był wyjątkowo długi i zastanawiałam się, czy w ogóle je dostaniemy;) Zupa była w porządku (ale nie aż tak, żeby się nią nie podzielić;D), podobnie danie główne, ale bez rewelacji, choć łosoś smakowałby o wiele lepiej, gdyby nie był tak okropnie słony. Zawsze zastanawiało mnie, jak można używać tyle soli, skoro nie da się jej usunąć z dania, a dosolić je - jak najbardziej. Przecież przyprawy często stoją na stole i klienci mogą ich użyć, jeśli już muszą;) Z kolei drugie zamówione danie główne okazało się nawet gorsze - był to grillowany rostbef z serem pleśniowym podany z miksem sałat i frytkami. Z całego zestawu najlepsze są robione na miejscu frytki serwowane osobno w kubełku. Mięso miało być średnio wysmażone, ale wyglądało bardziej na rare, do tego było dość twarde. Mam też uwagi co do ilości dodatków - ta odrobina sałaty czy trzy (!) liście jarmużu to stanowczo za mało;) 


Do wyboru jest tylko jeden deser dnia - wtedy była to gruszka gotowana w winie z kremem pomarańczowym. Wybitnie mi nie smakowała, dobrze, że nie ja ją zamówiłam;) Może to dlatego, że nie lubię gotowanych owoców, ale w tym przypadku najgorszy był według mnie krem - za mało słodki i bez wyczuwalnego smaku i aromatu cytrusów.
Podsumowując, Spółdzielnia mnie nie przekonała. Może kiedyś dam jej drugą szansę, ale na razie poczekam, aż się poprawi (o ile do tego dojdzie). Najmniej zastrzeżeń mam do obsługi, choć to za mało, by jednoznacznie pozytywnie ocenić restaurację. Poza tym i ona nie powalała profesjonalizmem, więc pozostaje życzyć rozwoju, bo nie można mieć wszystkiego od razu;)

Jedzenie: 3/5
Cena/jakość: 3
Obsługa: 3,5
Wystrój: 3


Spółdzielnia
ul. Piotrkowska 138/140, Łódź

3 komentarze:

  1. Dawno do Ciebie nie zaglądałam, widzę, że trochę się zmieniło ;) Na mnie takie średnie wrażenie zrobiło Tari Bari, pobliska restauracja z Off Piotrkowska. Uwielbiam rostbef, szkoda, że nie był dobrze przyrządzony...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie witam ponownie;) W Tari Bari też byłam, dostałam curry z surowymi w środku kawałkami kurczaka. Ale przynajmniej umieli się zachować i dali mi za to deser. Pozdrawiam!:)

      Usuń
  2. Widzę, że mamy podobne spostrzeżenia. Ja po dzisiejszej wizycie ( a widzę, że to już pół roku od Twojej opinii ), też nie zamierzam szybko tam wracać...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze!